Kolejny dzień. Teraz zamyka mnie nie tylko w domu. Schowek na końcu korytarza. Tam teraz mnie trzyma. Wypuszcza tylko dlatego ze jest głodny albo trzeba sprzątnąć. Od wczoraj zachowuje się jakby lepiej. To dlatego że dostał nową pracę. Pierwszego dnia przyniósł mi nawet kwiaty, był taki miły. Do czasu aż nie przypaliłam ziemniaków. Wtedy znów się zaczęło.... schowek. To pamiętam. Smród już mi nie przeszkadza. Nie tak jak na początku. Teraz nawet ta ciemność jest dla mnie ukojeniem. Tylko ten cienki prześwit światła pod drzwiami. W nim widziałam kiedy się zbliża. Właśnie to robi. Idzie. Jest zły. Bardzo zły.
Boli. Głowa, nogi, plecy, brzuch. Wszystko. Kopie, bije pasem. Nie mogę, nie zniosę więcej. Za co tym razem? Jestem za słaba. Nie dam rady dłużej... Chcę żeby to był koniec. Koniec. Odpływam. Już mnie nie boli... już jest lepiej.
Bip, bip, bip. Słyszę pikające... coś. Co to za dźwięk? Znam go skądś. Jest mi dziwnie, dziwnie dobrze. Nie czuję niczego, przede wszystkim całego ciała, ale co ważne nie czuje bólu. Dalej jest ciemno, tylko że... nie czuję niczego znajomego. Próbuję wyczuć zapach starego jedzenia, pleśni czy czegoś co czułam w schowku ale to na nic. Te zapachy są inne. Sterylne. Nie pasują ani do schowka ani do całego mieszkania. Gdzie ja jestem? Bip, bip, bip ten cholerny dźwięk jest nie do wytrzymania. To... denerwujące. Denerwuję się? To też cos nowego. Jak i to że leżę na czymś miękkim. W schowku nie miałam materacu, z reszta ani w moim małym pokoiku, gdzie spałam gdy było dobrze, nie było aż tak wygodnego. To musi być jakieś obce miejsce. Gdzie ja jestem? Moje serce przyspiesza i to głupie bip, bip też. Ktoś wchodzi. Próbuję ruszyć dłonią, ale nie wiem czy mi się udało. Nic nie czuję. Coś jednak musiało się stać bo osoba która weszła do pokoju wybiegła. Chciałam żeby to był koniec. Poddałam się. Chce krzyknąć ale mam coś w gardle. Dusze się. Czy to "JEGO" kolejny sposób na karę dla mnie? Znieczulił zawiązał oczy i włożył coś do ust. Nie... nie chcę. Ktoś wbiega do sali nie jedna a kilka osób. Donośny głos mężczyzny rozlega się w pomieszczeniu. Nie jest "NIM". Czuje jak z gardła wysuwa się coś co je blokowało. Kaszlę i czuję ulgę. Nabieram powietrza w płuca. Chcę zapytać o to gdzie jestem bo dalej nic nie widzę. Chcę wiedzieć co się ze mną stało po...? Otwieram usta a z nich wydobywa się tylko warkot. Próbuję jeszcze raz ale to na nic.
- Niech Pani nie próbuje mówić. - łagodny głos upomina mnie. -Siostro, proszę o szklankę wody.- Przez chwilę nie wiem czy to na pewno było do mnie lecz gdy czuję świeżą kroplę czystej wody na moich ustach ogarnia mnie panika. Nie wiem gdzie jestem? Skąd się tu wzięłam? Nic nie mogę zobaczyć. Chcę stąd wyjść. "ON" będzie mnie szukał. Szarpię się, chcę zerwać opaskę z oczu i wrócić do domu zanim... - Spokojnie. Powoli. - znów ten głos. -Zaraz zdejmiemy opatrunki. Siostro pomoże mi pani... - Nacisk na oczy znika, otwieram je i zaraz zamykam. Światło razi mnie jakby samo słońce wisiało mi przed twarzą.
- Lampa. - szepcze. Po chwili znów próbuję otworzyć oczy. Skutecznie. Lekko zamglony obraz nie przeszkadza mi dostrzec gapiące się na mnie twarze. Rozglądam się. W jasny pokoju stoi kilka osób, znalazłam też źródło tego cholernego bip, bip. To monitor na którym widać moje funkcje życiowe. Obok niego stoi drugi na ktorym są jakieś ślaczki. Leżę na łóżku. Na wielkim łóżku z białą pościelą. W dłoń mam wbity werflon, na palcu wskazujacym jakies małe urządzonko.Do klatki piersiowej przyklejone jakies kabeli i takie same na czole. - Gdzie jestem? - pytam ochryple.
- Jestes w szpitalu. Spokojnie zaraz wezwiemy twoich rodziców. Zrobiłaś nam ogromną niespodzianke budząc się. - wysoki uśmiechnięty brunet patrzy na mnie i obraca w palcach dlugopis jakby to wszystko było czymś fascynującym.
- Budząc się? - o czym on mówi? Spałam? Jak długo skoro wszystkich zaskoczylam? - Nie rozumiem. Skąd się tu wzięłam?
- Vanesso... - Vanessa? To moje imię? - Miałaś wypadek. Leżałaś w śpiączce. Myśleliśmy, że... że nie wrócisz do zdrowia.
- Wypadek? Jaki wypadek? Ja... ja nie pamiętam. - czy on mówi wypadek mając na myśli to co zrobił mi "On". - Śpiączka? Jak długo spałam? - wyczekujaco patrze na mężczyznę i widzę że się waha.
- Vanesso spalas... prawie pięć lat.
Cdn.
Pierwsza część za wami. Mam nadzieję że będzie się dobrze czytać.